Budzik ustawiony w telefonie obwieścił wybicie 6:50. Melodyjka, choć delikatna w swym brzmieniu, była początkiem dnia, który ona z całych swych sił pragnęła przespać, lub zapomnieć, że istnieje. Nie chciała wstawać, nie chciała jeść, ubierać się i wychodzić z domu, jak nigdy, jednak uparty głos Elliota Yamina nie chciał ucichnąć.
Mruknęła niezadowolona i wyszperała z pościeli telefon. Piosenkarz zamilkł, pozostawiając jednak w jej głowie ostrzeżenie, że jeżeli się nie podniesie będzie miała jeszcze większe kłopoty, niż wtedy, gdy pokornie podda się złemu losowi.
Rozejrzała się po pokoju, zawieszając wzrok na śpiącym obok mężczyźnie. On wiedział o niej wszystko, co czuła, co lubiła i czego pragnęła, jak nikt inny na świecie. Pocałowała go w policzek i wydostała się z łóżka.
Było ciemno, ponuro, a na dworze temperatura wahała się około zera. Można by rzec, że doskonale odzwierciedlała nastrój, jaki ją ogarniał. Włosy zaczesała do tyłu i zmyła z twarzy resztki snu. Osuszając ją ręcznikiem, a potem siadając przed lustrem myślała, ile dojrzeć w niej może obserwator, czy rozmówca. Czy jest jak otwarta księga? Czy oczy jej błyszczą z podniecenia, czy ciemnieją ze złości? Czy się rumieni, gdy się wstydzi, czy blednie, gdy się boi? Czy zagryza wargi przy każdym gwałtowniejszym odczuciu? Czy może nosi maskę obojętności, której nikt, ani nic nie potrafi przebić? Nie potrafiła sobie odpowiedzieć na to pytanie.
Skończyła. Oceniła twarz, w której podkreślała jedynie oczy tuszem i czarną kredką, a potem wyprostowane włosy. Nie potrzebowała więcej. Gdyby nie defekty figury, można by rzec, że lubi siebie taką, jaką jest. Ubierała się po cichu, we wcześniej przyszykowane rzeczy, a potem zeszła na śniadanie.
Nie była głodna. Na samą myśl, co ją dzisiaj czeka, serce podchodziło jej do gardła i czuła niemiłe pulsowanie w skroniach. Na dodatek okres robił swoje. Z niesmakiem przełykała kanapkę i kawę z mlekiem. Zmuszała się od samego rana, aby uczynić jakikolwiek ruch, jakikolwiek nieprzymuszony dryg mięśniem. Niestety niektóre elementy nie jesteśmy teoretycznie zmusić, to zastoju. Przyspieszony oddech i mocniejsze bicie serca.
Ze zgrozą wciągnęła kozaki, narzuciła na siebie płaszcz i przewiązała szalik. Zarzuciła workową torebkę na ramię i wychodząc nałożyła nauszniki.
W głowie dudnił jej ten ohydny głos wydający wyrok, także ten denerwujący śmiech przy rozmowie telefonicznej. Pragnęła wtedy wybuchnąć śmiechem, ale była zbyt zła. Rozłączyła się, samej nie wiedząc, czy dobrze zrobiła, nie panując nad emocjami.
Już widziała to miejsce, gdzie spędzi najbliższe godziny mąk. Była coraz bliżej. Przeszła przez plac i wspięła się po schodach. Każde uderzenia obcasa, równało się takiemu samemu uderzeniu serca. Mocno, niemal boleśnie. Weszła do środka i natychmiast uderzył ją ten sam odór, co zwykle. Zaciskając wargi, przeszła przez korytarz i ostrożnie złożyła dłoń na klamce. Nacisnęła ją, drzwi ustąpiły i…

Ciąg dalszy nastąpi ;)
Kiedy?
Nie wiem. Kiedy będę miała ochotę, wenę, czy coś podobnego, co skłoni mnie do pisania? Jutro, za dwa, siedem dni… Nie wiem.

Comments are closed.

hotele warszawa ręczniki frotte Tanie loty Helsinki inferno music wupe